Okay, trochę przesadzam z tym tytułem, bo spałam w sumie ok. 5 godzin, co po poprzedniej nocy z przerwą na dwu godzinny sen, jest już osiągnięciem. Ale warto było.
Histologia zaliczona, choć z perypetiami - nie ma to jak fotelik u profesora w pokoju i dopytka. Uczucie nieziemsko stresujące, za to późniejsza satysfakcja wynagradza wszystko.
Chodzę na rzęsach, sypię liśćmi yerby dookoła i marudzę, marudzę, marudzę... ale póki co jestem na dobrej drodze. Jak to ma rodzicielka dzisiaj powiedziała: widać światełko w tunelu.
Ostatecznie przygody wyjściówkowe zakończone, teraz już tylko się egzaminujemy.
Tum, tum, tum. I taka piękna pogoda dzisiaj. Nic tylko z uśmiechem siadać... do książek.
wtorek, 13 września 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz