czwartek, 11 sierpnia 2011

Dorosłość jest do dupy.
Przereklamowana.
Męcząca.
Głupia.

W zasadzie to kto z nas chciał być dorosły? Ja chciałam być tylko pełnoletnia, tj. mieć te wszystkie prawa dorosłych, wolną wolę etc. A pozostawić mentalność dziecka. Niewinność i radość z każdego powiewu życia.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Tak sobie myślę, że czego bym nie wybrała/na co bym nie poszła (to się jeszcze rozstrzygnie, acz wolałabym nie decydować bezpośrednio) to i tak będę mieć w rękach życie. Będę z nim obcować we wszystkich możliwych sytuacjach. I to mnie strasznie zachwyca. Trochę przeraża, ale jednak bardziej fascynuje. Cieszę się. Wybór przed jakim prawdopodobnie zostanę postawiona powinien mieć miejsce jakieś 2 lata temu. Lepiej jednak później niż wcale, bo gdyby nie te 2 lata, żadnego wyboru by nie było.

sobota, 10 lipca 2010

Życie, ach, życie

Wiem, długo mnie tu nie było i raczej długo znowu nie będzie.
Dużo się działo. Dużo się pozmieniało.
Przeżyłam, a w zasadzie po trochu wciąż jeszcze przeżywam jedną, dużą porażkę. Na szczęście dla równowagi dostałam duży prezent od losu, pełen pozytywnych emocji, radości i nieznikającego uśmiechu z twarzy.
Człowiek co pewien czas bywa poddawany próbie, której efekty tak naprawdę oceniamy sami, bo sami też swym zachowaniem i decyzjami kreujemy ową próbę. I... się zacięłam.

Okay, powiem krótko.
Matura podejście trzecie: miałam dokładnie takie same wyniki jak rok temu... także aneksu nr 2 brak. Taa.
Co za tym idzie, lekarski: progi spadły, ale nie tam gdzie trzeba i nie tak jak mnie potrzeba.
Pozytywy: Dostałam się na weterynarię. A! I Ktoś mi w głowie namieszał. Co ważniejsze, a na pewno przyjemniejsze :)

Życie jest nieprzewidywalne, mimo że czasami boli. Ale za to je kocham.
Za brak monotonni. Za tę spontaniczność. Za dużo mądrych lekcji.
Lubię swoje życie. Mimo wszystko, a może właśnie przez to wszystko.

* Jeśli nie dostanę się na lekarski w tym roku - gdziekolwiek - to koniec. Zrywam z maturą na dobre. Do trzech razy sztuka. Z rekrutacjami też zrywam. Od października tego roku zamierzam zacząć swoje trzecie studia, które może nie będą ostatnimi w mym życiu, ale na pewno będą studiami ukończonymi.

Także... losie, od Ciebie wszystko zależy. Ja poczekam. Nigdzie się nie wybieram. Póki co.

piątek, 12 marca 2010

Wspomnienie

Miało być na chwilę, znaleźć jedno zdjęcie. Skończyło się na setkach zdjęć i godzinie płaczu.
Pewnych folderów unikałam przez długie miesiące jak ognia, jednak ludzka tęsknota jest dużo silniejsza niż ból i strach przed nim.

Już zawsze Twoim imieniem będę wołać wszelkie czworonożne i włochate stworzenia goszczące pod mym dachem. Na zawsze też wspomnienie pewnych godzin przywoływać będzie wielką trwogę i pustkę w sercu.

Może jestem nienormalna. Może zbyt emocjonalnie podchodzę do życia. Nie dbam o to.
Kochałam Cię, kocham i zawsze będę kochać.

Pamiętam jak wielokrotnie się śmiałam i mówiłam, że jeśli reinkarnacja istnieje, to Ty w następnym życiu będziesz człowiekiem. Zbyt wielka mądrość czasami biła z Twych pięknych połyskujących w słońcu oczu. Może Pan zesłał mi Cię abym coś zrozumiała. Może przyszła kolej abyś przekazała swą iskierkę radości komuś innemu. A może Twa wędrówka dopiero się zaczyna.
Nie wiem...
Mam jednak nadzieję, że jakaś część Ciebie zawsze przy mnie jest. Że wybaczyłaś mi pewne rzeczy. Że kiedyś mnie przywitasz, tak jak to robiłaś każdego dnia, gdy byłaś częścią mego świata...

Uparta, czasami złośliwa, ale częściej radosna i pełna energii.
Byłaś jak ja.
Byłaś moją psią Siostrą. I na zawsze nią pozostaniesz.

Tęsknię. Tak bardzo za Tobą tęsknię...

poniedziałek, 8 marca 2010

Bo ta lekcja nigdy się nie kończy

Jakże często zaszywam się w kącie własnego umysłu i ubolewam nad tym, że w szkole życia nie ma dzwonków.

Lekcja cierpienia i bólu *dzyń* ... wyjście na słoneczną łąkę.
Lekcja miłości *dzyń* ... promocja do następnej klasy.
Lekcja przyjaźni *dzyń* ... nie kończy się wraz z opuszczeniem sali.

Byłoby o tyle prościej po ściśle określonym czasie usłyszeć dzwonek i przestać przejmować się ostatnimi godzinami, jak trudne by one nie były. Zapomnieć, wrócić do domu i chociaż przez pewien czas nie czuć presji jaką dana lekcja na nas wywołuje.

Ile bym dała za to aby uspokoić organizm, aby naprawić to czego się nie da naprawić.
Nie czuć bólu i strachu przed nim. W tym wypadku fizycznego bólu.
Widać nie jest mi dane o tym zapomnieć.
Nie chcę się już uczyć o tym paraliżującym strachu. Uczyć tej chorej pokory wobec mego losu.
Nie chcę, nie chcę, nie chcę!
Chcę być normalna! Nie martwić się o każdy mroźniejszy powiew wiatru na policzku, o zgubioną czapkę, o wyjazd na dłuższy okres czasu, o brak ziół, leków, dostęp do lekarza. Nie chcę!

I znowu odebrało mi to chęć do czegokolwiek. Do nauki, do wstawania rannego, do marzeń...
To najgorszy czas. Teraz nie jestem silna. Zdecydowanie nie jestem na tyle silna by się z tym zmierzyć. Za dużo. Poproszę pół kilo czystego szczęścia i 500 g spokoju. To tak dużo dla równowagi ostatnich kilkunastu miesięcy? Widać tak.
Jednak w ludzkiej desperacji wciąż na nowo będę prosić...